O jednych wydarzeniach głośno wszerz i wzdłuż, podczas gdy inne przechodzą bez większego echa. Niezależnie od tego, czy są naprawdę warte wzmianki czy nie, nieraz nie zdajemy sobie sprawy jak niesamowite rzeczy potrafią prześlizgnąć się bokiem bez naszej wiedzy… szczególnie gdy są prawdziwymi perełkami.
Taką ukrytą perełką okazuje się być właśnie „1812: Serce Zimy”. Zaklinam się na gracza, że gdzieś, jakimś cudem umknęła mi jakakolwiek informacja na temat tego tytułu. Gdybym odwiedził tegoroczny lubelski Falkon, być może skrobnąłbym na jej temat coś wcześniej… a tak macie kolejnego odgrzanego newsa
Wszyscy, którzy mieli okazję wybrać się na tegoroczny „największy po tej stronie Wisły konwent FESTIWAL poświęcony fantastyce” (przepszam – no patrzcie, rozwijają się), wpadli pewnie na tamtejszą prezentację 1812. Ponieważ mnie tam zabrakło, postaram się napisać to, czego dowiedziałem się na temat tej produkcji z innych źródeł.
Jak oficjalnie podają twórcy, „1812: Serce Zimy” to pierwszy „interaktywny audiobook”, choć jak na moje oko grze jest w rzeczywistości bliżej do fikcji interaktywnej i klasycznych visual novels – tzw. sound novels. Za jej powstanie odpowiada Orange Labs, zaś scenariusz wyszedł spod ręki Magdy i Macieja Reputakowskich. Historia opowiada o młodym litewskim oficerze, Korwinie Giedyminowiczu, który chcąc czy nie chcąc zostaje nieoczekiwanie rzucony w wir wydarzeń końcowej fazy wojen napoleońskich… i odkrywa, że świat zwykłych śmiertelników to nie jedyna płaszczyzna toczącego się konfliktu.
Po krótkim obcowaniu z demem mogę z ręką na sercu pochwalić je za dobry voice acting z doborową obsadą, naprawdę solidną ścieżkę dźwiękową i pełne wsparcie dla osób niewidomych (grę można obsługiwać całkowicie bez potrzeby zerkania w ekran). Nie zamierzam ukrywać, że gra ma ogromny potencjał stać się kołem zamachowym dla polskiej sceny komputerowych gier fabularnych… ale o tym więcej w następnym wpisie.
„1812: Serce Zimy” Jest grą wieloplatformową, dostępną zarówno na klasyczne komputery PC z systemem Windows, jak również telefony komórkowe i smartphony wyposażone w systemy operacyjne Symbian i Android oraz iOS: iPhone, iPod oraz iPad. Wczorajszy dzień był zarazem ostateczną premierą ukazania się pełnych wersji na wszystkie platformy.
Ogólnie zachęcam do pobierania wersji demo, które można znaleźć tutaj i podzieleniu się własną opinią na stronie twórców… Ci, którzy już planują kupno pełnej wersji mogą się załapać do końca roku na specjalną ofertę – 12,18zł w wypadku przelewu/płatności kartą, bądź 23,37zł w wypadku płatności SMS’em. Gorąco polecam, bo naprawdę warto.
W następnym wpisie postaram się podzielić osobistymi przemyśleniami na temat 1812, bowiem kto wie… Być może jesteśmy na dobrej ścieżce i szykuje się nam mała rewolucja? Ja tymczasem znikam trochę się przespać.
Pełna wersja 280 mega. To musi być strasznie krótkie, co? Współczesne VN mają po kilka giga…
Biorąc pod uwagę fakt, że jest to gra multiplatformowa z naciskiem na urządzenia mobilne, nie zdziwiłbym się zbytnio. Niemniej ludzie troszkę narzekają na jej „krótkość”… nie, żeby miało to cokolwiek wspólnego z jej rozmiarami – większość japońskich vn mogłaby zajmować o wiele mniej, gdyby nie archaiczne podejście twórców do kwestii archiwizacji i używanych standardów.
Jestem po jej przejściu. Jakieś 3 godziny chyba mi to zajęło – i to tylko dlatego, że czytane są kwestie narratora. Bez rewelacji ogólnie rzecz ujmując. Następnej części chyba nie kupie.
Ja jeszcze nie czytałem – zapoznałem się jedynie z demem i mi ogólnie rzecz biorąc odpowiadało, choć sama fabuła nie jest oryginalna, ani specjalnie ciekawa. Wygląda na to, że jednak przede wszystkim liczy się rezultat końcowy
Ja kupiłem i gram. Gdy skończę, postaram się napisać pełną recenzję.
Pewnie nie zmieni to podejścia nikogo, ale krytycyzm w szczególności ten polski, nie prowadzi do niczego. Długość gry ma jakiekolwiek znaczenie na wartość gry ? to tak, jakby powiedzieć, że kolor włosów ma znaczenie o wartości człowieka, albo jego wysokość. Tak zauważyłem, że w szczególności Polacy na różnych stronach (o anime, mandze, VN, czy gdziekolwiek), krytykują wszystko choćby za drobiazgi, jakby próbując wytyczać sobie ścisłe standardy, zamykając się tylko na określone tytuły, czymkolwiek by nie były – anime, mangą, czy VN. To, co piękne, może znajdować się i w tym, co krótkotrwałe. A jeżeli, ktoś traktuje Visual-Novel, niczym odmóżdżacz, który ma służyć, jedynie do zapychania czasu, czy coś w tym stylu… moją skromną prośbą jest, żeby zagrał może w coś innego. Dziękuję za uwagę.
Tu się nie zgodzę. Po pierwsze – każdy ma prawo do własnej opinii, ale wyrażanie opinii – to jedno, natomiast narzucanie innym poglądów – to coś zupełnie odmiennego. Po drugie… Co oznaczają te słowa? Polak nie może poddać własnego dzieła krytyce, tylko dlatego, że jest ono „nowym” gatunkiem i wymaga szczególnej troski? Nikt tu nie mówi, że długość gry idzie w parze z jej jakością…. nie możemy jednak popadać w paranoję i wmawiać sobie, że zainteresowani mają skłonność do nadmiernego krytykowania polskiej twórczości, podczas gdy wychwalają obcą pod niebiosa.
Przeciętny polak potrafi być bardzo krytyczny. Ja osobiście wolę więcej krytyki, niż pochwał. Nigdy w życiu nie spotkałem się z sytuacją, by wychwalanie przyniosło jakiekolwiek pozytywne skutki, podczas gdy dobra krytyka potrafi przynieść naprawdę wiele pożytku. Kwestią pozostaje jedynie umiejętność dawania takiej krytyki. Ponadto, skłaniałbym się do pomijania porównań bazujących na rasistowskich przekonaniach. Mają tyle samo sensu, co zła krytyka.
Na zakończenie muszę cię zawieść. Niestety, ale vn to wciąż jedynie „gry” – medium, jak każde inne. Mogą poruszać i skłaniać do refleksji (jak chociażby True Rememberance bądź Saya no Uta), albo stanowić najzwyklejszą rozrywkę wątpliwego pokroju, niczym dziesiątki nukige, które nieustannie wychodzą co kwartał. Większość vn to najzwyklejsze zapychacze czasu, tak samo jak znaczna część innych rzeczy w naszym życiu. Tylko od ciebie będzie zależało, jak będziesz je odbierać i czy wniosą one coś sensownego do twojej egzystencji… ale na Boga – nie wmawiaj sobie, że wszystkie visual novels zostały stworzone w „wyższych celach”. Wszystko jest względne – wszystko zależy wyłącznie od nas. Równie dobrze można wybrać się do Tybetu i spędzić resztę życia na medytacji, rozmyślając nad sensem istnienia… Ale nie o to chyba w tym wszystkim chodzi
Wiem, że można opowiedzieć wzruszająca historię jednym krótkim zdaniem, ale… ta gra nie jest poezją, która nie potrzebuje wielu słów, aby wiele powiedzieć. Tu trzeba się wczuć w historię, w nastrój, a jest to niemożliwe skoro wszystko się kończy nim się zacznie. Zresztą zagraj sam, a przekonasz się, że gra się kończy dokładnie w tym momencie, w którym pomyślisz „no to wstęp mam za sobą”.
Gra rzeczywiście jest krótka ale z drugiej strony kosztuje tylko dyszke(do końca roku) więc niczego dłuższego się nie spodziewałem. I szczerze mówiąc wole by była nie długa ale za to nieźle(nie pisze dobrze bo słyszałem, że na komórkach potrafi sprawiać jakieś problemy) zrobiona. I taka, moim zdaniem, jest
Ja swojej pełnej wersji nie mogę powiększać, bo wyskakuje błąd, więc i tu nie jest najlepiej. Sądzę, że krótkość tej gry (bo długością tego nie nazwę) bierze się po prostu z pewnej z góry określonej strategii marketingowej. Zamiast jednej długiej gry za 50 PLN wyjdzie 10 części po 13.
Gdyby ktoś nie był pewny, czy kupić czy nie, dziś opublikowałem na mojej stronie recenzję Serca Zimy – http://visual-pl.blogspot.com/2011/12/1812-serce-zimy-recenzja.html
Dzięki za krótką recenzję, Arkon.
No cóż… Twórcy od początku byli zdecydowani wydać całą historię jako serię krótkich części. Zgodzę się z tobą w tej sytuacji, że zysk na tym odniosą wyłącznie Orange & TP. Osobiście nie mam nic przeciwko seriom, ale poszczególne części powinny przynosić na tyle dużo radości, by w tej sytuacji czytelnik czuł się syty po każdej z nich, zaś porządny „cliffhanger” powinien wyznaczać zakończenie każdej części i zachęcać do kontynuowania przygody z grą.
W mej opinii jest jeszcze stanowczo zbyt wcześnie, by oceniać ostatecznie całą grę – trzeba poczekać przynajmniej na kolejną cześć. Wtedy zobaczymy, czy twórcy naprawdę potrafią utrzymać przy sobie czytelników
Tak swoją drogą, zrobię tu małą reklamę
Polecam fanpage „1812: Serce Zimy” na FB, jeśli komuś szkoda tych paru groszy, to można tam wygrać od czasu do czasu limitowane edycje gry albo normalne. Ja ostatnio wyrwałem normalną, miałem ochotę na limitowaną, ale już, dobre i to
Pingback: Serce Zimy – Przemyślenia | News | Visual-Novels.pl